8 sierpnia 2016

3. Nie, kiedy jest tu Prevc.

- Jezu kobieto, czego ty słuchasz?
Usłyszałam, kiedy wchodziłam z powrotem do kuchni. Spojrzałam na niego, stał przy wieży i coś przy niej kombinował. Oparłam się o ścianę z założonymi rękami i przyglądałam się, jak próbował wyłączyć idąca wtedy piosenkę. Jak gdyby nigdy nic, przeglądał płyty leżące obok i nawet mnie nie zauważył.
- The Neighbourhood. Pff, co to za durna nazwa? – prychnął oglądając okładkę płyty zespołu.
Mogłam się domyślić, że wywrócił oczami, po czym wziął kolejną do ręki. Podeszłam do niego cicho, zajrzałam mu przez ramię z uśmiechem. Rzucił na mnie obojętnym wzrokiem, wrócił do oglądania, ale chyba zrozumiał, że to ja i przerażony odwrócił głowę w moją stronę. Odłożył dość niezgrabnie płyty na swoje miejsce, uśmiechnął się niewinnie, a ja wtedy poczułam jak żołądek mi się ściska. Prawdopodobnie przez to, że byłam głodna, albo przez jego zabójczo cudowny uśmiech.
- Eeee, cześć! Oo, widzę, że się przebrałaś. – odparł nerwowo. Zaśmiałam się cicho z niego.
- Słyszałam co mówiłeś. Tak, The Neighbourhood, fajny zespół. Polecam. – poklepałam go po ramieniu idąc do kuchni. Poszedł zaraz za mną, a kiedy byliśmy w pomieszczeniu, zaczęło iść „R.I.P. 2 My Youth”. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo wiedziałam, że zaraz to skomentuje. Zmarszczył brwi.
- Czemu on śpiewa o śmierci młodości?
- A lepiej, żeby śpiewał o narodzinach starości? – wywróciłam oczami wyciągając przyprawy z szafki. Byłam do niego tyłem i czułam, że się na mnie patrzył, a to bardzo mnie dekoncentrowało. Bałam się, że znowu wywalę mąkę i znowu zrobię z siebie ofermę losu, którą akurat byłam. Udało mi się wyciągnąć torebkę przypraw. Odetchnęłam z ulgą i tupiąc noga do rytmu piosenki, zaczęłam przyprawiać mięso.
- To bez sensu. Jak możesz czegoś takiego słuchać? – spytał. Nie odpowiedziałam, bo stwierdziłam, że odpowiadając mu, zacznie się niepotrzebna dyskusja na temat muzyki. – Przystojny ten wokalista?
- A co, gustujesz w facetach? – odwróciłam się do niego ze śmiechem. Wywrócił oczami pukając się ręką w czoło. Wystawiłam mu język i wróciłam do poprzedniego zajęcia. Szło mi coraz lepiej, byłam z tego faktu bardzo zadowolona.
- Nie, chcę się dowiedzieć, dlaczego ich słuchasz.
- Może dlatego, że mi się to podoba? – odpowiedziałam mu pytaniem niosąc deskę z mięsem w kierunku kuchenki. – Nawet nic więcej nie mów, nie chce ci tłumaczyć, dlaczego ich lubię. – zaznaczyłam, kiedy otwierał usta by coś powiedzieć. Zrobił minę naburmuszonego dziecka, co trochę mnie rozśmieszyło. Popatrzyłam na składniki i nie wiedziałam co dalej z nimi zrobić. Podrapałam się po głowie, po czym westchnęłam. – Ej Prevc, umiesz gotować? – zwróciłam się do niego krzywiąc się. Teraz to on się ze mnie śmiał, poczułam jak się rumienię ze wstydu, bo dorosła kobieta nie umie usmażyć kurczaka.

***
- Na pewno nie chcesz trochę? Pomogłeś mi, a poza tym, jesteś moim gościem. Wbrew pozorom i tego, że sam wszedłeś do mojego domu.
Siedzieliśmy przy stole w salonie. Przede mną był talerz z usmażonym kurczakiem, frytkami i jakąś sałatką. Przy drugim końcu stolika siedział Peter coś majstrując w telefonie. Wstyd się przyznać, ale to on zrobił większość dania, którego teraz nie chciał zjeść. Dziwnie się czułam, bo uczono mnie, że jak się ma gości i coś się je, to trzeba się z nim podzielić, a taki Prevc tego nie chce! Gdyby mi proponowano jedzenie, nawet bym się nie wahała i bym wzięła, nieważne co by to nie było. A nie, brukselek nie zjem. Ohyda.
- Odłóż ten telefon. – syknęłam.
Popatrzył na mnie spod niego. Zobaczywszy mój wściekły wzrok, natychmiast schował komórkę do kieszeni spodni, a ręce położył na stole stukając palcami. Zaczynał mnie denerwować, kiedy bawił się tym telefonem. Miałam wrażenie, że mnie nie słucha, a byłam wtedy dla niego miła, zaś to można uznać za swego rodzaju cud. Ogólnie denerwują mnie ludzie, którzy w mojej obecności, a w szczególności, kiedy coś do nich mówię, zajmują się telefonem. Jakby te parę minut sprawiło, że cały Internet zniknie i już nie zobaczą tego, co chcieli.
- Nie chcę. Nie jestem głodny, swój obiad już miałem. – odpowiedział przyglądając mi się uważnie. Uniósł kącik ust. – I widzę jak patrzysz na tego kurczaka, a co dopiero frytki.no jedz, nie krępuj się. Smacznego.
Kiwnęłam głową w geście podziękowania. Wzięłam widelec do ręki, nabiłam na niego porcję i z przyjemnością wpakowałam ją do ust. Uśmiechnęłam się czując ten cudowny smak. Jednak nie wyszedł taki zły. Powiedziałabym nawet, że dobry szef kuchni nie powstydziłby się takiego dania. Co z tego, że połowę zrobił Peter? To ja wpadłam na ten pomysł, a to też bardzo ważne. Dla niektórych ważniejsze od samego przygotowania i smaku, ale pomińmy tą kwestię.
Po skończonym posiłku odsunęłam od siebie talerz i przeżuwając ostatni kęs przyjrzałam się Peterowi. Opierając głowę na ręce i wpatrując się tak w niego musiałam wyglądać jak jakaś policjantka na przesłuchaniu. Dodatkowo był w pozie typowej dla przesłuchiwanego. Byliśmy sami w pomieszczeniu, jedyne co nie pasowało to cała sceneria i fakt, że nie miałam go o co oskarżyć.
Wydawał się być całkiem spokojnym i ułożonym chłopakiem, ale po dzisiejszym wproszeniu się do mnie, ta opinia mogła ulec radykalnej zmianie.  Zazwyczaj nie toleruję osób, które robią coś przeciw mnie albo bez mojego pozwolenia. I na początku rzeczywiście chciałam, żeby opuścił mój dom, ale widząc jego spojrzenie, stało mi się to kompletnie obojętne czy tu będzie, czy też nie. W dodatku pomógł mi gotować, więc za to ma ode mnie dużego plusa. Zawsze lubiłam osoby, które potrafią poruszać się w kuchni. Może dlatego, że ja tak nie potrafię i muszę znaleźć kogoś, kto będzie to robił za mnie.
- O co ci właściwie chodzi? – rzuciłam ni stąd, ni zowąd. Zmarszczył brwi nie wiedząc o co mi chodzi. – Dlaczego przyszedłeś? Przez miesiąc się nie odzywałeś, a dziś tak po prostu zachciało ci się iść ze mną na kawę? Posłuchaj. – pochyliłam się nad stołem kładąc na nim dłonie. – Jeśli szukasz jakiejś zabawy, szybkiej miłości, to muszę cię zmartwić, ale trafiłeś pod zły adres. Sądzę, że gdzieś na krańcach miasta będzie miejsce, którego szukasz. – powiedziałam i oparłam się o krzesło.
Zaśmiał się pod nosem z moich słów, po czym rozczesał palcami swoje dość długie i gęste włosy. Złapałam się na myśli, że z chęcią rozmierzwiłabym mu te kudły. Zaraz skarciłam się wmawiając sobie, że przecież i tak tego nie zrobię.
-  Swoja miłość już znalazłem. – odparł pewnie. Otworzyłam szerzej oczy słysząc to.
- To co tu robisz?
- Nie przyszło ci do głowy, że to ty jesteś tą miłością? – teraz to on się pochylił nad stołem i na koniec puścił mi oczko. Zabrakło mi tchu na chwilę. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, zatkało mnie. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam pozbierać myśli w choćby jedno, kompletne zdanie. – Jeśli nie, to nawet dobrze. Nie martw się, to nie ty jesteś moją miłością.
Odetchnęłam z ulgą, chociaż przyznam się, że przebiegły mi przez głowę myśli o naszym ślubie trójce dzieci, które będziemy wychowywać w domku na przedmieściach Kranj. Jak dobrze, że to nie ja. Nie wytrzymuję z nim kilkudziesięciu minut, a co mówić o całym życiu? Prędzej któreś zabiłoby drugiego i by była jazda. Wtedy serio by było przesłuchanie. Szkoda, że to pewnie ja bym była winna.
- To znaczy, mam nadzieję, że to miłość mojego życia. Jak na razie i ja i Mina to czujemy. – uśmiechnął się na koniec. Przytaknęłam kiwając głową.  
- Nie musisz mi o niej opowiadać, bo jak mam być szczera, niezbyt mnie to obchodzi. – wzruszyłam ramionami. Teraz to on mi potaknął.
- I nawet nie zamierzam. – uniosłam kciuk w górę. – A co do ciebie… o prostu wtedy, w ten pochmurny i deszczowy dzień, kiedy wręcz upadłaś przede mną, a ja cię bohatersko uratowałem przed gorzkim spotkaniem z kostką brukową, pomyślałem, że może być z ciebie dobry kompan.  
- Chcesz mieć w znajomych taką niezdarę, kalekę i ofiarę losu jak ja? – potwierdził.
- Bo będę wychodzić na bohatera ratując cię z opał. – wyszczerzył się, na co ja jedynie wywróciłam oczami.
- Masz wysokie mniemanie o sobie. Może cię to kiedyś zgubić. Przy mnie na pewno dowiesz się o co mi chodzi. – uśmiechnęłam się najżyczliwiej jak potrafię.
 Nie odpowiedział mi, za to przyglądał się czemuś za oknem i to bardzo uważnie. Siedziałam tyłem do szyb, nie wiedziałam, co on tam takiego zobaczył. Zaciekawiona odwróciłam się i kiedy zobaczyłam czarnego Citroena C4, otworzyłam szeroko oczy i usta.
- Wszystko w porządku? Strasznie pobladłaś. – powiedział jakby zaniepokojony. Och, jego ton przypominał ten, kiedy mnie złapał i pytał czy wszystko okej. Wstałam od stołu, podeszłam do okna i zobaczyłam to, czego nie chciałam zobaczyć. A raczej kogoś i nie w tamtej chwili.
Nie, kiedy jest tu Prevc.
- Eeee. – zaczęłam drapiąc się w tył głowy. Odwróciłam się do niego z uśmiechem. – Przyjechała moja siostra.
- Masz starszą siostrę? – zapytał zaskoczony. Pokiwałam głowę krzywiąc się. Czekałam aż zadzwoni dzwonek i będę mogła iść się z nią przywitać. Ale zastanawiałam się, co zrobić z Peterem? Przecież nie może go tu zobaczyć, będzie zadawać wiele pytań. – O super, starsza wersja Katji.
- Weź się przymknij i wymyśl coś, żeby wyjść stąd niezauważonym. – zrobił wielkie oczy, kiedy to powiedziałam. – No co, myślałeś, że pozwolę ci zostać, kiedy przyjechała największa plotkara rodziny? Słoneczko, przeliczyłeś się, nie poznasz starszej wersji Katji. Nie dziś i wątpię czy w ogóle ją poznasz.
Zrobił minę niezadowolonego dzieciaka, które nie dostało cukierka bądź zabawki. Chciałam się z niego zaśmiać, ale zamiast tego, spojrzałam na niego przerażona, bo właśnie zadzwoniła do drzwi. On też nie miał zbyt wesołej miny.
- Mogę wyskoczyć przez okno. Ponoć umiem latać. – spuściłam głowę śmiejąc się z tego, co powiedział.
- Udało ci się to, ale nie. Jest za wysoko, a ty nie masz nart. – odparłam niechętnie. – No trudno, jednak spotkasz się ze starsza wersją Katji. Wychodząc jak normalny człowiek. – puściłam mu oczko. Wziął kurtkę z kanapy i poszedł za mną do wyjścia. – Zaczekaj tu. – wskazałam mu miejsce, na którym przystanął. Uśmiechnęłam się i tak otworzyłam drzwi starszej siostrze. – Elka! Jak dobrze cię widzieć. Co cię sprowadza? Nic nie wspominałaś, że masz zamiar przyjechać.
- Cześć młoda. – przytuliła mnie. Ustąpiłam jej, żeby weszła do środka, co też uczyniła. Spojrzałam na Petera, który stał na schodku cały w skowronkach i przyglądał się mojej siostrze, która stała do niego tyłem i ściągała buty. Pokazał mi kciuka, jakby chciał powiedzieć, że jest całkiem niezła, na co tylko wywróciłam oczami. – Rodzice mówili, że jada do dziadków i zostajesz sama, dlatego postanowiłam umilić ci ten czas. – uśmiechnęła się.
- Miałam zamiar się uczyć, ale niech będzie. Mogę ten weekend spędzić z siostrą. – wzruszyłam ramionami. Kiwnięciem głowy przekazałam Prevcowi, żeby podszedł do mnie. – Tak się składa, że będziemy same, bo mój… eee… znajomy właśnie wychodzi.
Elka widząc Petera otworzyła szeroko oczy i spoglądała nimi to na mnie, to na skoczka. Czułam się, jakbym przedstawiała jej swojego chłopaka, a Peter nim przecież nie był. Uśmiechnęłam się krzywo.
Przedstawili się sobie, chłopak przeprosił nas obie, pożegnał się i wyszedł. Zamykając za nim drzwi, odetchnęłam z ulgą. Że też wybrała taki moment na odwiedziny. Stałam oparta o drzwi, siostra była w salonie, skąd mnie wołała. Westchnęłam i poszłam do niej.
- Więc… Prevc? Opowiadaj. – poklepała miejsce obok siebie i już wtedy wiedziałam, że będzie się o niego cały czas wypytywać.
Ale wtedy pomyślałam, co byłoby gorsze: popołudnie z Peterem, podczas którego pewnie byśmy się zagryźli, czy weekend z siostrą, która cały czas będzie mi o nim przypominać?  
Sądzę, że i jedno, i drugie nie byłoby zbyt przyjemnie. 

***
Długo mnie tu nie było, długo mnie tu pewnie nie będzie. Straciłam wizję tego opowiadania. Może jak będzie zima, to coś spróbuję napisać. Na razie zawieszam tego bloga i koncentruję się głównie na piłkarskim opowiadaniu: like-a-papercut
Przepraszam, ale innego wyjścia nie widzę.
Widzimy się, mam nadzieję, w listopadzie czy grudniu.
Pozdrawiam, Blanaa